Festiwal SARI

Festiwal Sari

Kiedy powstał pomysł zorganizowania w Żorach festiwalu shantowego, a było to w 1997r., mało kto przypuszczał, że po kilkunastu latach, ta początkowo skromna, gromadząca w zasadzie wąskie grono miłośników żeglowania impreza, rozrośnie się do takich rozmiarów jak obecnie.

A zaczęło się tak:
Bardzo prężnie działała drużyna żorskich "wodniaków", powstał u jej boku shantowy zespół "Miondze" i tym samym zrodziło się środowisko, które większość wolnego czasu spędzało na żeglowaniu oraz śpiewaniu tradycyjnych pieśni morza. Równocześnie wyrastały "jak grzyby po deszczu" różnego rodzaju festiwale w całym kraju, również shantowe. Wspomniany już zespół Miondze uczestniczył w wielu takich festiwalach i stąd wziął się pomysł zorganizowania własnego w Żorach.

Pierwszy festiwal SARI'87 był pod względem organizacyjnym wielce amatorski - jednak od razu został ciepło przyjęty zarówno przez uczestników, jak również przez władze miasta.

Stało się jasne, że nie będzie to jednorazowa impreza.

Mimo, że festiwal był jednym z wielu, jednak zawsze panowała na nim jakaś szczególna atmosfera, którą zawsze podkreślali zapraszani nań wykonawcy. Może dlatego, że Sari nigdy nie było konkursem, a zaproszeni artyści mieli inne zadanie: jak najbardziej rozbawić publiczność.

Faktem jednak stało się, że po kilku latach inne festiwale upadały, a do Żor artyści nadal przyjeżdżali bardzo chętnie. Kiedy cała czołówka żeglarskiej sceny została już pokazana w Żorach, otwarto nowe podwoje muzyki, które absolutnie nie kolidują z żeglarskim śpiewaniem, a stwarzają nowe możliwości w budowaniu programu artystycznego. Myślę tu o muzyce folkowej.

I znowu pomysł okazał się trafiony. Na Żorskiej scenie, prócz tradycyjnych żeglarskich, pojawiły się zespoły prezentujące muzykę latynoamerykańską, irlandzką, celtycką, rytmy flamenco, bluesa czy country. Sprawdziła się nawet muzyka żydowska oraz estońska.

Z biegiem czasu i to nie wystarczyło publiczności. Kolejne wyzwania i kolejne nowości. Należało nadać imprezie większego rozmachu. Impreza ciągle żyła i to dostojnie, ale brakowało jej chyba większego prestiżu na rynku muzycznym.

Kolejnym novum stało się wprowadzenie do programu festiwalu Sari wykonawców stanowiących czołówkę sceny muzycznej. Oczywiście w granicach dobrego smaku. Zaczęto zatem zapraszać na finałowe koncerty "gości" w postaci Stanisława Sojki, Grzegorza Turnaua czy Andrzeja Sikorowskiego.
I znowu założenie okazało się słuszne.

Dziś Sari to niewątpliwie jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych Żor. Corocznie festiwal gromadzi tysiące publiczności. Dzisiejsze SARI to już scena dla takich gwiazd muzyki jak: Skaldowie, R.Rynkowski, Raz Dwa Trzy, Dżem, Myslovitz, Kasia Kowalska, Kayah, Ania Dąbrowska, Krzysztof Krawczyk ...

Ale czy uda się ciągle stawać na wysokości zadania? Podejmować nowe wyzwania i odnajdywać nowe wrota muzycznych prezentacji, aby zadowolić wymagające gusta żorskiej publiczności?

Zobaczymy.

Zależy to nie tylko od organizatorów, ale przede wszystkim od publiczności, bez której najlepsze wydarzenia kulturalne stają się tylko pustymi zlotami wykonawców. Mam jednak wielką nadzieję, że tak, jak pewne wartości przekazywane są z pokolenia na pokolenie, tak zamiłowanie do żorskiego festiwalu Sari będzie żyło niezależnie od panujących trendów i lansowanych przez media upodobań.

Bogdan Wita